Najśmieszniejsza gra, w którą grałem | #RPGaDAY 17

Nie przepadam za komediami. Od filmów i książek z tego gatunku trzymam się z daleka. Pewnie dlatego nigdy nie grałem w TOON ani Paranoia. Lubię śmiech na sesji, ale tylko jako uzupełnienie wydarzeń, a nie podstawowy cel.

7th_SeaNajzabawniejsze były sesje prowadzone w 7th Sea. Okres mojego prowadzenia Siódmego poprzedza o kilka lat polskie wydanie – miałem wtedy straszną fazę na klimaty płaszcza i szpady. Prowadzone przeze mnie przygody były lekkie i pełne wartkiej akcji. Galerię bohaterów niezależnych tworzyły przejaskrawione indywidua.

Jako przykład mogę podać kapitana armii Montaigne na terenie okupowanej Castille, którego niski wzrost połączony z piskliwym głosikiem i butą nie raz doprowadził graczy do śmiechu. Ale gdy w jednej z finałowych scen naprzeciw tego kapitana stanął monteński szlachcic w przebraniu El Vago (nie pytajcie jak do tego doszło), okazało się, że kapitan nie zawdzięczał swojej pozycji li tylko wpływom i koligacjom i był również świetnym wojakiem i fechmistrzem.

To właśnie podczas sesji w Siódme Morze przekonałem się, że by stworzyć charakterystycznego bohatera niezależnego wystarczy prosty pomysł, który można wygrywać na różne sposoby. A jeśli wyposażymy taką postać w dwie lub trzy cechy – na pewno wyróżni się z tłumu i na długo zapadnie graczom w pamięć.


Ten wpis jest częścią akcji #RPGaDAY. Chcesz dowiedzieć się więcej? Przeczytaj ten wpis.

Bądź pierwszy i zostaw swój komentarz. Nie bądź nieśmiały.

Dołącz do dyskusji

Możesz używać HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>