Karnawał blogowy #41 – Przygotowania do sesji

Karnawał BlogowyZałożyłem bloga RPG, opublikowałem pierwsze wpisy i zebrałem nawet kilka komentarzy. Najwyższy czas złapać wiatr w żagle i wypłynąć z bezpiecznej przystani pełnej znajomych na niezbadane wody erpegowej blogosfery.

Czy może być ku temu lepsza okazja niż dołączenie się do rozpoczętej niedawno czterdziestej pierwszej edycji karnawału blogowego?

Tematem tej edycji są przygotowania do sesji. Gdy gram przygotowania nie zajmują mi wiele czasu. Przed pierwszą sesją czytam trochę o settingu, poznaję (lub przypominam sobie) podstawy systemu, tworzę postać, a potem w drodze na sesję nakręcam się słuchając odpowiedniej muzyki. Przed kolejną sesją zerkam do notatek, odświeżam sobie przebieg zdarzeń, przypominam napotkane postaci i jestem gotowy.

A jak przygotowuję się do roli Mistrza Gry?

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…

W zamierzchłych czasach sporo godzin poświęcałem na wymyślanie każdej kolejnej przygody. Rzadko zadowalały mnie proste pomysły. W dodatku bardzo czasochłonne było przelanie wszystkiego na papier. Bazowałem na motywach z filmów, książek lub cudzych przygód, ale starałem się je za wszelką cenę zmienić, by gracze nie zorientowali się skąd czerpałem inspirację.

Moje notatki do pojedynczej sesji liczyły po kilkanaście stron. Zawierały między innymi opis scen wraz z rozpisanym podkładem muzycznym, dokładnie opisy bohaterów niezależnych z mechaniką, historią i kluczowymi informacjami. Moje zapiski były dość chaotyczne i trudno było mi się w nich połapać. Czasem, aby uniknąć przestojów w grze, zamiast odnaleźć daną informację wolałem improwizować.

Przed każdą sesją układałem playlisty (a przed nastaniem ery płyt CD i komputerów przygotowywałem zestaw 20-30 kaset i przewijałem każdą z nich do odpowiedniego utworu, by nadawała się do wykorzystania podczas sesji) oraz organizowałem odpowiednie miejsce do grania. Ponieważ często prowadziłem w klimacie „jesiennej gawędy”, aby utrzymać ponury nastrój graliśmy głównie nocne sesje w blasku świec. Jeśli zdarzało się nam zagrać w dzień – bunkrowaliśmy się w piwnicy lub ciemnym garażu.

W tamtych czasach postaci graczy miały znaczenie drugorzędne w planowaniu przygody. Ważniejsze było poprowadzenie wymyślonego przeze mnie scenariusza i wywołanie odpowiedniego klimatu na sesji. Nie czułem się z tym najlepiej i wciąż szukałem swojej drogi, ale olśnienie miało przyjść dopiero kilka lat później.

Gamemastering, czyli prowadzenie jest proste

GamemasteringCzytałem sporo „dzieł” teoretycznych skierowanych do Mistrzów Gry – poradników, esejów, rozdziałów tłumaczących jak grać i prowadzić. Niektórym autorom faktycznie udało się zasadzić ziarenka, które wykiełkowały i zmieniły moje podejście do grania.

Książką, która wywarła największy wpływ na mój styl prowadzenia, był Gamemastering autorstwa Briana Jamisona (PDF można za darmo pobrać ze strony autora). Ta książka napakowana jest pomysłami i rozwiązaniami, z których sporo wykorzystałem podczas przygotowań do sesji. Od tego czasu prowadzenie stało się bardzo przyjemną i satysfakcjonującą czynnością.

Jak teraz przygotowuję moje sesje?

Na początku był Bohater

Zanim ruszę z jakimikolwiek przygotowaniami do sesji muszę poznać postaci. Dobrze jeśli gracze spotkają się, pogadają wspólnie o swoich oczekiwaniach, możliwościach i planach oraz wspólnymi siłami (z niewielką pomocą Mistrza Gry) wypracują oryginalny pomysł na drużynę oraz określą co sprawia, że współpracują ze sobą.

Każda drużyna składa się z Bohaterów, a każdy z nich posiada pewne specjalne cechy, które pozwolą mu zabłysnąć w odpowiednim momencie oraz jest wyposażony w pewne „zaszłości” – zahaczki fabularne, które pozwolą mi wypracować fabułę skoncentrowaną na postaciach.

Geneza przygody

Kolejną „prawdą objawioną” było to, że gracze nie potrzebują strasznie wykręconych intryg i rozbudowanego tła, którego nie mają szansy odkryć na sesji. Wystarczy prosty pomysł i kilka tricków, by stworzyć przygodę, która da graczom mnóstwo zabawy.

Skoro mam dostęp do kart oraz historii postaci przed sesją, znam ich możliwości i jestem w stanie wykombinować odpowiednie wyzwania, które pozwolą każdemu z graczy choć przez chwilę znaleźć się w świetle reflektorów. Wojownik będzie miał okazję roztrzaskać kilka goblińskich czaszek, mag będzie mógł zbadać artefakt i określić jego przeznaczenie, a kapłan będzie w stanie zająć się odprawieniem rytuału.

Kolejnym elementem jest bazowanie na historii i działaniach graczy oraz wyciąganie konsekwencji. Gracz wziął wadę wróg, by mieć więcej punktów? Fantastycznie, mam na czym bazować!

Jeśli gracze mają ochotę urządzić akcję w centrum handlowym, która zakończy się strzelaniną z ofiarami, muszą liczyć się z tym, że sporo osób będzie chciało ich dorwać: policja, ochrona centrum, rodziny i znajomi ofiar. Kontratak nie musi nastąpić podczas tej sesji, może być odwleczony w czasie, by zaskoczyć graczy.

Dzięki zastosowaniu tych sposobów, wymyślanie kolejnej przygody i wyzwań dla bohaterów jest dziecinnie proste i nie wymaga dużych nakładów czasu.

„Realistyczni” bohaterowie niezależni

Kiedyś wymyślałem BN-ów z najdrobniejszymi szczegółami i rozpisywałem ich mechanicznie zupełnie jakby byli postaciami graczy. Marnowałem na to mnóstwo czasu, a efekt był dość kiepski.

Z czasem nauczyłem się, że gracze zapamiętują tylko wybrane cechy danej postaci. Jedna charakterystyczna cecha wyglądu („ten ze szramą na policzku”) oraz jedna maniera mówienia („sepleni”) pozwalają na stworzenie bohatera niezależnego „z krwi i kości”, który zapadnie w pamięć graczom. Do tego wystarczą podstawowe informacje mechaniczne, które będę w stanie szybko rozbudować, jeśli nagle dany BN znajdzie się w centrum zainteresowania graczy i zacznie odgrywać główną rolę w przygodzie.

Muzyka na sesji

Kasety z dawnych czasów zastąpiłem iPodem podłączonym do głośników komputerowych. Zamiast kilkudziesięciu kawałków dobranych pod konkretne sceny na sesji, tworzę kilkanaście playlist. Każda z nich rozpoczyna się od pojedynczego, charakterystycznego utworu, który ma wywołać określony efekt. Taki utwór faktycznie przykuwa uwagę i zapada w pamięć graczom.

Kolejne utwory znajdujące się w ramach danej playlisty są zbliżone klimatem do pierwszego, ale mają służyć głównie jako muzyka tła. Gracze z reguły i tak nie zwracają na nie większej uwagi.

Spokój przede wszystkim

Jedynym elementem, który nie zmienił się przez te lata jest miejsce, w którym prowadzę. Sesje w garażach i piwnicach zrobiły swoje. Najlepiej skupiam się w przestrzeni z małą ilością światła (lampa, świece, ciemne rolety), w której uwaga moja i moich graczy skupia się przede wszystkim na opowieści, a nie na świecie za oknem.

Prowadząc, poza „mrocznym” miejscem, podczas sesji potrzebuję jedynie skrótowych notatek oraz dostępu do muzyki. Reszta jest zbędna ;)

Daj znać w komentarzach w jaki sposób przygotowujesz się do sesji! :)

Bądź pierwszy i zostaw swój komentarz. Nie bądź nieśmiały.

Dołącz do dyskusji

Możesz używać HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>